Straciłem przyjaciela - Stefan nie żyje
Dla jasności, Stefan to pieszczotliwa nazwa mojego kochanego komputera, którego nienawidzę za samo to, że istnieją takie urządzenia, bo tak jak z samochodem - zawsze jest coś, co trzeba przy nim zrobić...
Charakterystyka osobowości
Stefan był dla mnie generalnie bardzo dobry.
Po krótce można go określić jako urządzenie o tym wyposażeniu:
- Athlon XP Barton 3200+ @400 FSB (+Pentagram 15cm, miedziany)
- Epox EP-8RDA3+ (nForce2 Ultra 400)
- RAM: 2GB DDR Dual, Geil @ 400
- SATA: 120GB Samsung + 500GB Maxtor
- IDE: DVD-RW LiteOn x8x4x2, DVD-RW DL Sony x18x16x16x12, CD-RW x12x40x40
- AGP: GeForce 7600 GS @ 256DDR3 /AGPx8
- PCI: Aver TV 007 Go FM Plus
- PCI: Via RAID/SATA Controller
- Built-In: 2xSata I, 2x FireWire, 2xLAN 100, SPDIF, 6xUSB2.0... nForce Audio 5.1
- Tracer 400W
- Obudowa Tracer Diablo
W przeciwieństwie do Dziadka oraz kiedyś dawno temu Staszka, Stefan przeżył wszystkie dystrybucje linuksa, jakie mi weszły tylko do głowy (poza fedorą, której nie zdzierżę). Były na nim wszystkie wersje winzgrozy, poza 95. Też to przeżył. Od czasów kiedy przeprowadziłem transplantację układu nerwowego, minęło dobre kilka lat. Z czasem Stefan dostał też nowe serduszko, które dzielnie biło do przedwczoraj, śliczne okularki w wersji GS, pamięci też nie pożałowałem, Więc Stefan nie potrzebował Swapa pomimo 620 GB dysków, które i tak by się za to nie gniewały.
Stefan zawsze sprawował się dobrze i nie jednokrotnie pokazywał, że można być szybszym od markowych komputerów i nie jednokrotnie "mocniejszych". Szacunek jakim go obdarzałem zawsze odwdzięczał po stokroć. Niestrudzenie przetrwał te lata praktycznie non-stop pod zasilaniem, wyłączany był sporadycznie, na wyjazdy, przeprowadzki, albo planowane modernizacje i czyszczenie. Zawsze był czysty. Nie można go było nazwać brudasem. Potrafił nawet samego windowsa xp utrzymać bez zwiechy przez wiele dni, czasem blisko miesiąca. Byłem z niego zawsze dumny.
Agonia
Od pewnego czasu Stefan dawał oznaki wyczerpania. Nie tylko bateryjka przy biosie osłabła do 2.7V. Dysk samsung, po tym jak przekręcił się o kilka tysięcy godzin ponad maksymalną eksploatację, zaczął łapać próchnicę. Ubytek minimalny, bo około 500KB, jednak dał do myślenia. Środek zapobiegawczy w postaci 2 dodatkowych wentylatorów na ząbki, zapewne uśmierzył odrobinę ból i rozwój choroby badowej.
Nie to jednak było najgorsze.
Stefan ostatnimi czasy miewał omdlenia i zapaści. Z niejasnych przyczyn potrafił się włączyć tylko do próby BOOT z biosu, czasami nawet nie dochodziło do włączenia akcji serca, a BIOS wydawał z siebie rozpaczliwy dźwięk sygnału pogotowia ratunkowego, jakby domagał się natychmiastowego leczenia. Błagań oczywiście nie ignorowałem, ale nie wiedziałem, czemu dzieje mu się krzywda. Przez ostatnie 2 tygodnie, może 3, przestałem go wyłączać, ponieważ próba włączenia po raz drugi kończyła się zapaścią BIOSu. Nawet serduszko nie biło, było zimne jak lód, biedak krzyczał tylko rozpaczliwe "C1" na wyświetlaczu płyty i błagał sygnałem o pogotowie. Przyczyny nie odkryłem...
Zgon: godzina 23:40, 26-09-2007
Po powrocie z Krakowa, w którym to byłem do towarzystwa z jedną z najwspanialszych osób jakie spotkałem w życiu, pierwsza rzecz, to pomyśleć o Stefanie. Nacisnąłem POWER, zahuczały wentylatory. Wydobył się znajomy dźwięk z głośniczka, spragniony pomocy. Wyłączyłem, spróbowałem ponownie. Niestety... usłyszałem tylko małe "syknięcie" i zapach palonego krzemu.
Po otwarciu operacyjnym, okazało się, że serce już nie bije. Jest zimne. Mostki również. Głośniczek zamilkł... a wyświetlacz na płycie pokazał okrutne "FF". Przystąpiłem więc do niezwłocznej reanimacji. Kontrolnie i szybko przetarłem jego ulubionym pędzelkiem wszystkie styki, kichnąłem sprężonym powietrzem, próbuję dalej - nadal brak oznak życia. Wziąłem inne serce, trochę słabsze ale z pewnością zdrowe - nie zabiło ani na moment, było zimne i straszne.. po podmianie zasilacza na inny, coś drgnęło! Wydał z siebie ten upragniony dźwięk karetki, a pulsu starczyło na ukazanie "C1" na wyświetlaczu. Pomyślałem, że jest jeszcze nadzieja.. więc próbuję.. jeden wstrząs prądem.. trzeci.. szesnasty... niestety. Stefan już był całkiem martwy. O godzinie 23:40 stwierdziłem zgon. Był moim przyjacielem, nigdy mnie nie zawiódł, kiedy go potrzebowałem. Nie zapomnę go. Wiem doskonale, że dla mnie wytrzymałby nawet przeklętą Vistę, ale nie umiałem mu tego zrobić, przyjaciół przecież się nie krzywdzi. Niech spoczywa w pokoju.
Sekcja zwłok
Przystąpiłem do oceny sytuacji. Stefan zamienił się w stertę bezużytecznego złomu, bardzo ciężką stertę. Chciałem przynajmniej wiedzieć, na co umarł. Zacząłem więc sekcję...
Ku mojemu przerażeniu, zapach krzemu nie wydobywał się z układu nerwowego firmy EPOX. Pochodził z diody Zenera na dolnej szczęce, tej 120 gigowej, na której był system. Dysk się nie kręci, elektronika poszła do piachu razem ze Stefanem. Z jednej strony dobrze, że nie górna szczęka, bo 500GB to poważniejsza strata. Ale najwięcej krytycznych danych dla mnie, mojej pracy i hobby było na tej dolnej...
Okazało się, że przyczyną było pożywienie. Niewłaściwie przefiltrowany pokarm z przeklętego zasilacza TRACER. Wpływał on bardzo niekorzystnie na cały układ nerwowy i odpornościowy, a tym bardziej mnie to boli, że mój ukochany Stefan miał śmierć bardzo długą i bolesną. Chciałby ktoś z Was pod obciążeniem mieć zamiast 5V 5.28, a zamiast 12V 10.2V? Nawet 3V nie były w normie, było 2.8V!! Biedak przeżył straszne męki, nie mogę sobie wybaczyć, że nie wziąłem wcześniej specjalistycznej aparatury diagnozującej. A przecież wystarczyło przyłożyć miernik, albo posłuchać rozpaczliwego głosu Stefana i zerknąć na tablicę w biosie pokazującą napięcia. Pożyczenie od znajomego jeszcze jednego zasilacza potwierdziło przyczynę zgonu.
Dziś jest za późno. Stefan nie żyje, dysk wyeksploatowany i dobity. Ten układ nerwowy już nie zapiszczy radośnie na powitanie, kiedy go włączę. Już nigdy nie przywita mnie specjalnym dla niego zrobionym logiem w biosu podczas POST'u. A wszystko przez złe odżywianie, przez pieprzony zasilacz TRACER, który po prostu był z obudową i miał większą moc niż poprzedni. Chciałem Stefanowi sprawić śliczne ubranie, a spowodowałem długą, bolesną agonię i śmierć.
Umarł król, niech żyje król!
Nie będę się poddawał. Stefan dostał właśnie tutaj swój zasłużony pomnik, teraz cały świat może o nim poczytać i dowiedzieć się o jego zasługach. Większość sławnych przecież zdobywa sławę dopiero po śmierci...
Zaczynam operację pośmiertną. Elektronikę do dolnej szczęki już mam, z nowej szczęki, ale dane muszą pochodzić od Stefana. Teraz uda się je sklonować.
Układ nerwowy już zamówiony, w imię hołdu i szacunku dla Stefana - IDENTYCZNY jak był, EP-8RDA3+. Wersja Ultra, tak jak Stefan to lubił. Serce jest sprawne, więc jakaś część mojego przyjaciela przetrwa w nowym wcieleniu.
Nawet jeśli to nieetyczne albo według kogoś głupie, że zamiast teraz kupić coś mocniejszego wywalam kasę na trupa, to podjąłem już decyzję. Stefan zostanie sklonowany. Zasłużył sobie na chwałę i respekt, oraz na nowe, lepsze życie, przede wszystkim zdrowsze niż poprzednie. Żaden Tracer nie będzie mi go więcej zatruwał.
Jak tylko narodziny się powiodą, dam znać wszystkim, którzy współczują mojemu Stefanowi i/lub dotrwali do końca tej mało wesołej historii, jakie będzie imię nowego króla mojego pokoju.
Dziękuję wszystkim za uwagę. Niech wieści o dzielnym Stefanie rozniosą się po sieci, niech ludzie go pamiętają jako maszynę, która była przyjacielem człowieka.